![]() |
SIOSTRA
MARIA ANTONINA KRATOCHWIL
W GRONIE 108 |
|
"Męczennik jest najbardziej autentycznym świadkiem prawdy o życiu. Wie, że dzięki spotkaniu z Jezusem Chrystusem znalazł prawdę o własnym życiu, i tej pewności nikt ani nic nie zdoła mu odebrać. Ani cierpienie, ani śmierć zadana przemocą nie skłonią go do odstąpienia od prawdy, którą odkrył spotykając Chrystusa. Oto dlaczego po dziś dzień świadectwo męczenników nie przestaje fascynować, znajduje uznanie, przyciąga uwagę i pobudza do naśladowania." |
![]() |
|
(Jan Paweł II, Fides et ratio, 32) |
DO MĘCZEŃSTWA DORASTA SIĘ PRZEZ CAŁE ŻYCIE...
Kim była Siostra Antonina?
JEJ ŻYCIE...
Maria Anna Kratochwil przyszła na świat w Witkowicach na Morawach dnia 21 sierpnia 1881 roku. W wieku szkolnym została oddana pod opiekę Sióstr Szkolnych de Notre Dame w Bielsku-Białej. Maturę otrzymała w 1906 roku i jako młoda nauczycielka rozpoczęła pracę w Karwinie k/ Cieszyna. Mając 19 lat zgłosiła się do Zgromadzenia. Po uzyskaniu kwalifikacji nauczycielskich i trzyletnim stażu nauczycielskim rozpoczęła nowicjat. Śluby zakonne złożyła 27 września 1910 roku. Otrzymała imię Maria Antonina. W roku 1917 rozpoczęła pracę szkolną we Lwowie, a w 1925 została mianowana przełożoną oraz kierowniczką internatu i szkoły podstawowej w Tłumaczu. W 1932 wróciła do Lwowa, by oprócz nauczania zająć się także formacją kandydatek Zgromadzenia. II wojna światowa zastała S. Antoninę w Mikuliczynie nad Prutem. Na wiosnę 1940 roku wypędzono Siostry z klasztoru, a niedługo potem zaaresztowano i przewieziono do więzienia śledczo-politycznego w Stanisławowie. Na skutek ciężkich warunków więziennych, bolesnych przeżyć, krwawych ran i choroby tyfusu S. Antonina zmarła kilka dni po zwolnieniu z wiezienia, 2 października 1942 roku.
KOCHAJĄCA WYCHOWAWCZYNI...
Była wspaniałą nauczycielką: kompetentną i mądrą, pogodnego i pobożnego ducha. Kochały ją dzieci, cenili nauczyciele, chwalili rodzice. Młode dziewczęta dostrzegały w niej klarowny obraz i wzór autentycznego świadka wiary. Zawsze zabiegała o dojrzewanie do prawdziwego człowieczeństwa . Potrafiła pracować bezkonfliktowo z ludźmi różnych orientacji światopoglądowych. W sytuacjach trudnych była rzeczniczką cierpliwego dialogu i kompromisu dla dobra wspólnego. Wychowywała nade wszystko własną postawą i przykładem autentycznej modlitwy i ofiarnej służby innym.
CIERPIEĆ W SPOSÓB, KTÓRY UŚWIĘCA...
Po wybuchu wojny dom sióstr stał się przystanią dla żołnierzy. Siostry udzielały tułaczom nie tylko schronienia, ale bardzo często opatrywały im rany i dzieliły się swymi skromnymi racjami chleba. W grudniu 1939 okupant sowiecki upaństwowił dom sióstr. Siostrom pozostawiono jeden pokój, w którym musiały zamieszkać w dziewięć osób. Siostra Antonina czyniła wszystko, by chronić wspólnotę przed obezwładniającą beznadziejnością. Trudności i przykrości potrafiła znosić spokojnie. Umiała przebaczać z głęboką wiarą, że nic nie dzieje się bez woli Bożej. Swym optymizmem i wiarą starała się wytwarzać ludzką atmosferę w tych nieludzkich warunkach. Podczas pobytu w wiezieniu siostra Antonina inicjowała modlitwę za prześladowców. Była prawdziwym aniołem pocieszycielem dla współwięźniarek. Krzepiła je dobrym słowem i podnosiła na duchu. Była aż kilkanaście razy poddawana przesłuchaniom. Wychodziła z nich nieludzko zmaltretowana, sponiewierana i pobita. A przecież nie skarżyła się. W swym cierpieniu widziała łaskę upodobnienia się do Jezusa. Zawsze wyciszona, delikatna i spokojna. Patrząc na nią współsiostry karmiły swe dusze jej miłością, wiarą i heroizmem. Po krwawym pobiciu przez strażnika więziennego, ciężko pobite ciało siostry Antoniny było jedną wielką raną. Lekarz stwierdził z przekonaniem po skończonej obdukcji: " To jest męczennica".